Lepszy już Outbreak 3 niż to co mamy teraz.
Nie mniej, nie oto mi chodzi. Możliwe iż powyżej nie wyraziłam się dość
klarownie, post pisany trochę pod wpływem emocji wiec nie ma się w
sumie co dziwić.
W każdym razie, do czego zmierzam.
Przytaczając klasykę, z początku nasi wspaniali bohaterowie mieli 0 doświadczenie
w kwestii zabijania zombiaków i innych tam pomutowanych stworzonek, z racji iż
to wszystko dopiero się zaczęło. Gracz czuł, że bohater (Chris czy taka Jill)
najzwyczajniej w świecie nie ma pojęcia co zrobić w sytuacji bo przeciwnik tego typu
był czymś nowym i mało tego cholernie przerażającym.
Każdy chyba pamięta pierwszą konfrontację z zombiakiem i reakcje w stylu
"O K%$!a Ja P!#$%'&e !"
https://www.youtube.com/watch?v=Mgr1zoSB9dM
Co prawda po tylu latach, nikogo żółtodziobem ponownie nie uczynisz,
bo świat Resa musi iść naprzód(no jak dla mnie nie musi ale nv)
Więc nasi bohaterowie są wyskillowani, aż do przesady co czyni ich
nie cholera wie jak hardkorowymi, natomiast nudnymi.
Grasz kimś kto widział to już milion razy i się tego nie boi,
nie zaskakuje go to, natomiast w jego myślach pojawia się
"O Ja pier..., znowu? T.T "
Nie czujesz tego, że możesz zginąć, że postać którą grasz
może się złamać pod presją czy osłupieć w przerażeniu.
Dlatego też przydałoby się tzw nowe mięcho, ale nie z
jakichś wykokszonych oddziałów specjalnych jak ten
gówniany Piers, czy jeszcze bardziej gówniany Jake.
(Falcon Punch US tankowi w ryja? Serioooo....)
Jako nowe mięcho preferowałabym kogoś z tej samej
gałęzi jak Claire w RE2 czy bohaterowie Outbreaku,
czyli z cywilnej. Zwykłą osobę, bez papierów wojskowego,
która musi przetrwać.
Bardziej bym się cieszyła, gdybym w RE6 zamiast tego
zjeba Jake'a, mogła grać pospolitym survivorem z Tall Oaks.
Bo pierwsza sprawa, czułabym emocje postaci,
a druga to musiałabym przetrwać w tym chaosie, gówno o zombie wiedząc,
może tyle co z gazet lub wiadomości.
Mam nadzieję, żę tym razem ten post brzmi w miarę składnie.