Jestem świeżo po przejściu. Pierwsze podejście na poziomie Veteran i tylko Co-op z kumplem.
Pierwsze co da się zauważyć - totalny brak strachu. W czwórce brudna wiocha wprowadzała klimat nie pewności od samego początku. Niektórzy mogą twierdzić, że nie była straszna drudzy przeciwnie, ale dla mnie czwórka miała swój specyficzny klimat w którego piątce zabrakło (po części)
Zaczynamy od afrykańskiej wiochy. Zwyczajna afrykańska osada. Totalny spokój na początek i nagle z niczego robi się chaos (dziwne nie?)
To, że gra jest odtwórcza widać od pierwszego momentu w którym musimy pokonać pierwszego przeciwnika.
Odtwórczość to jak dla mnie największa i jedyna wada nowego Residenta. Sprawia, że praktycznie nic nie może nas zaskoczyć.
Grając w czwórkę przemierzałem kolejne lokacje w niepewności. Mimo, że w survival horrorach stosuje się podobne zabiegi (idź znajdź coś, jak będziesz wracał to coś wyskoczy) to tym razem nic mnie nie zaskoczyło.
Na szczęście gra rekompensuję wszystko akcją i fabułą (tutaj wyśmienite wstawki filmowe rodem z najlepszych filmów akcji).
Po przejściu pierwszego chapteru wiedziałem że gra nie będzie już straszna ("Fear - You CAN Forget").
Oprawa graficzna jak dla mnie przepiękna. Najładniejsza gra jaką mialem do tej pory zagrać na XBOXie. Wszystkie inne Unreal Engine 3 nie mają startu do grafiki z Residenta. O grafice tyle... Jeśli chodzi o dźwięk, mam takie samo zdanie jak w przypadku czwórki. Po prostu genialny z tym że niektórych motywów mi brakowało. Ale ogólnie oprawa audio jak zawsze z resztą udała się.
Najważniejszą nowością dla mnie to oczywiście tryb współpracy. Umówiliśmy się z kumplem, że będziemy grać tylko w co-opie razem (i tak do końca zdołaliśmy wyrwać).
Tryb kooperacji daje tyle "miodu", że po prostu każdy fan gier akcji powinien spróbować.
Znakomite walki z bossami, które nie polegają jak to w większości gier na ładowaniu amunicji w cielsko. Tutaj trzeba współpracować. Panowie (i panie) z Capcomu świetnie się spisali w tej roli. Każdego bossa wykończamy razem. To daje jeszcze większą frajdę niż jak to było w czwóreczce.
Z bossów nie podobał mi się klon El Gigante. Mimo, że walka była świetna nie było tego klimatu i boss wydawał się nie pasować do gry. Bardziej zadowolony byłybym z jakiegoś nowego potwora o dużych rozmiarach lub coś na miarę tyranta. Także Uroboros #2 był dla mnie małym rozczarowaniem. Oczekiwałem jakiejś lepszej mutacji, a tym czasem zwykły flak jak w przypadku pierwszego bossa "z piekarnika".
Jeśli chodzi o lokacje wszystko było jak należy oprócz tych Tomb Raiderowych ruin. Dla mnie to jedno wielkie nie porozumienie. Kiedy zaczęły się laboratoria i pierwszy licker (ulubiony przeciwnik

) pomyślałem "tak powinno być od początku" - chodzi mi oczywiście o klimat bo ciągłe chodzenie między blachami nie dawało by takiej frajdy.
Dochodząc do finału i bossa walka w pełni na poziomie. Qucik Time Eventy w każdym momencie (chodzi mi o całokształt) dopełniały klimatu, jeszcze lepsze i lepiej zastosowane niż w poprzedniczce.
Pożegnanie z Weskerem udało się twórcom. Walka była emocjonująca, efektywna i krótko mówiąc tak to sobie wyobrażałem. Po przesadnej mutacji Saddlera i banalnej walce przyszło coś bardziej doszlifowane i to na pewno duży plus.
Sumując, moje pierwsze podejście na veteranie, co dało 22 godziny zabawy usatysfakcjonowało mnie. Pozostaje tylko ocena końcowa - poprzedni Resident za swoją innowacyjność, coś czego wcześniej nie widziałem oceniałem 10\10 tutaj z czystym sumieniem mogę dać Piątce zasłużone 9/10.
