Miniony tydzień zaowocował w konkretne obniżki na RE: Revelations (mi udało się tę grę dorwać za 25 zł). Postanowiłem spróbować tej części, jako że stęskniłem się mocno za serią (ostatnią częścią, w jaką grałem, był RE 5). Na obecną chwilę jestem "tuż przed" drugim bossem, pora podzielić się tym, co do tej pory uświadczyłem
Pierwszą rzeczą, która mnie w sumie zaskoczyła to... Deficyt headshotów

To pierwsza część RE w którą gram, a w której tak rzadko udaje mi się kropnąć przeciwnika w głowę - nawet najbardziej podstawowi wrogowie na Królowej Zenobii "gibają" się niemożebnie, a celownik (mimo gmerania w ustawieniach) jakoś tak niezbyt "intuicyjnie" chodzi (a w RE 5 jakoś nigdy tego nie uświadczyłem). A nieco ogólniej rzecz ujmując - nie wiem, czy w międzyczasie "odzwyczaiłem się" od serii RE czy nie, ale ogólnie miałem poczucie mniejszej "intuicyjności" sterowania, w porównaniu do tego, czego uświadczyłem w poprzednich częściach RE.
Mam dość ambiwalentne odczucia co do wrogów napotykanych w czasie gry. Niby mają wszystko co trzeba (choć ta "rurka" jaką trzymają w paszczy podstawowi wrogowie bardziej przypomina mi zwiniętą słoninę niż coś, co miałoby budzić grozę

), ale nie mogę się oprzeć wrażeniu, że ci bardziej "ludzcy" przeciwnicy (czy to zombie z "klasycznych" RE, czy Ganados/Majinis) jawili się w moich oczach jako ciekawiej zaprojektowani.
Równie dwuznacznie jawi się w moich oczach (a raczej uszach

) oprawa audio. Z jednej strony cieszą takie detale jak "skrzypiący" podczas ruchu kostium Jill (niby szczegół, ale ja w sumie rzadko kiedy napotykam się na przypadki, gdzie twórcy wpadną na pomysł, że ubranie noszone przez głównego bohatera też powinno "wydawać" odgłosy). Z drugiej strony mamy takie kwiatki, jak bohaterka złapana przez pierwszego bossa i zarzynana piłą, która przez kilka dobrych sekund wydaje pojękiwania, jakby ją coś nieznacznie potrąciło/drasnęło, a dopiero pod koniec "wydatniej" wrzasnęła.
Są też okazyjne techniczne i "edytorskie" niedoróbki - aż biją po oczach w wersji pecetowej komunikaty zalecające niewyłączanie konsoli, sporadycznie zdarza się również niewłaściwe wykrywanie kolizji i nieuzasadniony "spadek" mocy strzału.
Bronie to w sumie klasyka - pistolet, shotgun, karabin snajperski, broń maszynowa, itede itepe. Szczerze mówiąc brakuje mi w shotgunie odpowiedniej "mocy" (mimo że zamontowałem w międzyczasie ulepszenie do obrażeń), średnio daje się odczuć, żeby był to typowy "killer na małe dystanse".
Za to sposób prowadzenia narracji całkiem przypadł mi do gustu - mamy tu różne "odskocznie", retrospekcje - całość (póki co) jawi się w moich oczach dość elegancko.
No i najważniejsze - czy chce się w to grać? Odpowiedź brzmi - jak najbardziej. Gra nie jest zdecydowanie jakimś szczytowym osiągnięciem w serii, ma swoje wady, ale mimo wszystko wzbudza we mnie chęć, abym szedł naprzód i odkrywał kolejne aspekty fabuły. Zobaczymy, jak będzie dalej
