Heh, widzę, że nie ja jedyna jestem zawiedziona "nowym RE"

Postaram się jak najmniej chaotycznie przekazać moje wrażenia z gry. (Bzduras - nie czytaj

)
Muzyka. W wielu momentach gry w ogóle nie słychać muzyki. Podczas walki melodie bardziej zaliczyłabym do takich zagrzewających do walki - to akurat znam z RE4, tam też było podobnie, ale też często były klimatyczne utwory, więc jakoś wszystko się ze sobą komponowało. Nie było takiego kawałka w RE5, który by mi zapadł w pamięć.
Grafika - niewątpliwie bardzo dobrze. Grafika sama w sobie ładna, ale czy jest bardzo dobra? Nie mam porównania
Fabuła - no tu trochę dłuższej wypowiedzi potrzeba. Niewąpliwie ta RE5 ma bardziej rozwiniętą fabułę, ale momentami mam wrażenie, że naciąganą. Nie wystarczyło, że Wesker dostał wirusa od Birkina? Musieli z niego zrobić spreparowane dziecko, niczym Alexia i Alfred? I jeszcze te leki od Excelli, żeby kontrolować wirusa...Poza tym przyznaję, utrzymali w miarę Weskera w konwencji poprzednich części - zawzięty, złośliwy, podły, bezlitosny. Tylko jego motywy jakieś takie...oklepane? A w ogóle odnośnie fabuły Capcom dał ciała po całości. Dlaczego większość rzeczy była znana na długo przed wydaniem gry? Jak przejrzałam post unknown_u z
tego tematu, to widzę ile się sprawdziło - dużo. Może to ogólniki, ale wolałabym sama to wszystko odkrywać. Nie wspominając o grobie Jill Valentine, widocznym w trailerze. Od tego momentu przestałam oglądać trailery, ale i tak na wiele spoilerów się natknęłam na forum. Przez to wiedziałam, kim będzie Bird Lady, wiedziałam, że Wesker umrze tak czy inaczej, że Jill jest sterowana przez Weskera...Może gdybym tego wszystkiego nie wiedziała, to bym miała większą radochę z gry. Ale i tak wystarczająco dużo było widać na trailerach. Stanowczo za dużo.
Gameplay - Współpraca z Shevą wypadała całkiem dobrze. Trzeba przyznać, że całkiem inteligentny z niej organizm, raczej mi nie wybiegała za bardzo naprzód, chociaż niewątpliwie jest ułatwieniem dla graczy, którzy nie wiedzą gdzie iść/co robić -cały czas rzuca podpowiedzi, staje tam gdzie trzeba się udać. Przez to rozgrywka nie wymaga prawie żadnego wysiłku umysłowego od gracza. Wkurzające było, jak np. przy Popokarimu krzyknęła, że mamy go zajść z dwóch stron - jasne, żaden problem, tylko czemu cały czas chodziła za mną? ==' Było też kilka innych sytuacji tego typu. Ale ogólnie nie mam na co narzekać -jak na postać sterowaną komputerem całkiem nieźle się sprawowała i świetnie celowała. Tylko kilka razy mi zginęła, przez co musiałam wczytywać w grę, ale nie ma to większego znaczenia. Ogólnie miło się współpracowało z nią, pomaganie sobie nawzajem jest urozmaiceniem rozgrywki, wspólne przechodzenie do nowych lokacji i walka z bossami na różne sposoby też była przyjemna. Chociaż wkurzające było to, że Sheva pochłaniała masę amunicji, a przecież dobrze celowała...nie wiem jak to robiła, ale cały czas słyszałam "I need ammo" - -'
Jednak poza Shevą gameplay ma sporo ułomności. Po pierwsze - masa rozwiązań ściągniętych z RE4 - od ruchów postaci i wrogów (raptem kilka nowości zauważyłam), przez bossów (jak zobaczyłam Irvinga-Salazara, to już kompletnie zwątpiłam. Nawet te uruborosy jakoś przypominają mi leechmanów a Popokarimu potworki z RE0 - mało to wszystko oryginalne), do schematyczności lokacji i ich liniowości. A przynajmniej w RE4 gdzieś trzeba było się wracać. Tu nawet nie było jak. Po przejściu przez drzwi z loadingiem nie było jak wrócić do poprzedniej lokacji, a także gra tego nie wymagała (poza małymi wyjątkami, np. po Excelli trzeba było się wrócić przez drzwi i pojechać windą) Ogólnie wystarczy przeć do przodu, tym bardziej, że cel danej lokacji jest oznaczony na mapce. A jak widać kilka czerwonych beczek, to albo wyleci kilku majinich, albo będzie boss. Przewidywalne, bardzo.
Tak, jak zauważył StPaul - Capcom jednak nie wykorzystał myku z przyzwyczajaniem oczu do nowego oświetlenia. A szkoda - zawsze jakieś urozmacenie by było. Ciekawym rozwiązaniem była mapka. Bardzo przydawała mi się w walce z Weskerem, wiedziałam, z której strony się przyczaić na niego, bądź gdzie się ukryć. Także na jeziorze widziałam, które lokacje zostały do odwiedzenia. Jednakże tak z drugiej strony - była to kolejna rzecz ułatwiająca i tak już banalną rozgrywkę.
Gdzie były zagadki? Obracanie zwierciadeł? Tylko tyle? Nie dość, że nie trzeba było ich nijak przestawiać, to jeszcze na 2 pierwszych poziomach wystarczyło znaleźć to, z którego promień odbijał się na ścianę i obrócić. Już nawet w God of War trafiałam na zagadki i zadania, nad którymi trochę więcej trzeba było pomyśleć. Kolejny raz Capcom się nie popisał. Nie dość, że lokacje liniowe to i zagadki nie wymagają ruszenia głową.
W momencie jak Jill odzyskała świadomość była jak dla mnie dziwna sytuacja, ale ktoś może będzie w stanie mi wyjaśnić jej sens

A mianowicie - dlaczego nie poszła dalej z Chrisem i Shevą? Ja wiem, że nie mielibyśmy jak nią sterować, ale to po prostu dla mnie nie ma sensu - co miała robić? Sama, bez tego urządzenia - Wesker szybko by zauważył, że go nie ma i na pewno rola podwójnej agentki odpada. Druga opcja - była słaba. No dobra....ale jak ona chce przeżyć samotnie pośród tych wszystkich mutantów? Poza tym jak to słaba? Przecież to urządzenie jedynie pozbawiało ją własnej woli, ale tak to energii trzeba przyznać miała sporo - sama tłukła Chrisa i Shevę i całkiem nieźle jej to szło. Tak więc ta sytuacja jest dla mnie trochę niejasna i bezsensowna.
Ogólnie jeśli chodzi o grę - bardzo szybko jak na mnie (niecałe 2 popołudnia) doszłam do połowy gry. I doszłam jedynie na siłę, bo nic ciekawego się nie działo. Zasadniczo dopiero w 5 chapterze zaczęło się coś ruszać, ale i tak do samego końca nie było sceny, która by mi zaparła dech w piersiach, czy przyprawiła o dreszczyk emocji. Po prostu cały czas szłam dalej i siekałam wrogów.
Inventory - fakt, że jest w czasie rzeczywistym nijak mi nie przeszkadzał, gorzej, że czasem wciskałam strzałkę w dół, czy w prawo a wyskakiwała mi broń z innej strzałki. Jednak zwalę to na nieprecyzyjne wciskanie klawiszy. Jednak samo inventory jest wkurzające. Jedna rzecz, to to co napisał Recoil - dlaczego jakaś wielka broń zajmuje tyle co jajko? Już w RE4 było to realistycznie rozwiązane i teraz co? Poza tym co jak co, ale dużo czasu spędzałam w inventory - czy to pomiędzy walkami, czy w trakcie postoju w sklepie. Ciężko sobie coś rozplanować - lubię być uniwersalnie uzbrojona - snajpera, pistolet, coś maszynowego i strzelba lub magnum. No to już mam sporo slotów. Do tego amunicja...więc często chodziłam z jakąś bronią, ale bez amunicji do niej. I i tak miałam dużo slotów zajętych...ciężko jest nawigować w tak napchanym menu, wiele rzeczy mi się nie mieściło, albo kombinowałam. Niewygodne. Poza tym brak merchanta...może i był wkurzający i nierzeczywisty (fajne rozwiązanie na jego podróże przedstawili bracia Bentley

), ale był bardzo charyzmatyczny - te jego odzywki przy wyborze broni i inne...a teraz mamy tylko sklep.
Przeciwnicy byli tępi. Mało rzucali, w RE4 dużo częściej toporek lądował na mojej głowie. A ta marna podróba Salvadora...w RE4 musiałam obok niego czy Bella Sisters biegać ostrożnie. Tu wiele razy skończyłam z nosem w brzuchu tej podróby i zdążyłam zmienić broń, wystrzelić 2 razy z shotguna i się odsuwał - -' Podobnie gość z toporem. Nuda.
Postaci:
Sheva: jakoś jej nie polubiłam specjalnie - tak sobie po prostu była, mogło jej równie dobrze nie być i też byłoby dobrze. Coś jak Luis. Mam nadzieję, że jej nie wcisną do następnych części.
Chris: Zdecydowanie za dużo sterydów - -' I jeszcze całą grę musiałam oglądać jego nienaturalnie rozrośnięte bary. A jakoś porządnego kopa nie potrafił zasadzić, chociaż jak czytałam Wasze dyskusje o combo z Shevą, to jeden ma porządny cios. Bo te jego normalne to nijak się mają kopniaka Leosia czy jego suplexu. Chociaż niewiele ich używałam, więc jeszcze tu moja opinia może się zmienić.
Wesker: Cóż, rusza się bardzo szybko, widać, że wirus działa

Dziwne tylko, że nie słyszy Chrisa, jak ten się skrada do niego po ciemku - -' Ale niech sobie będzie, że jest to takie jego upośledzenie. Poza tym...dlaczego taki błyszczący strój? Za to przynajmniej charakterek mu się nie zmienił, przynajmniej nic takiego nie zauważyłam
Irving & Excella - tandetne postaci, nie mogłam się doczekać ich śmierci, bo miałam ich dość
Jill: Taka jakaś niewyraźna. I jeszcze te przebłyski świadomości jak Chris do niej mówił...Trochę kiczowate rozwiązanie.
Klimat: Klimatu nie było. Dzień, obok Sheva, która zawsze pomoże, w magazynku i inventory od cholery amunicji, przeciwnicy tępi - czego tu się bać? Po prostu idziemy i siekamy licząc na to, że może coś ciekawego jednak się zdarzy. Lokacje też mało klimatyczne. Jakoś nie czułam zaszczucia. Już nie wspominając o muzyce, która nijak nie budowała nastroju grozy.
Dobra, to na tyle rozdrabniania się - ogółem gra może nie jest beznadziejna, niewątpliwie system achievementów, coop, online i mercenaries przedłużają rozgrywkę i ją urozmaicają. Jednak gra jako gra jest moim zdaniem niedorobiona, dużo rozwiązań ściągnięto z RE4, a o ile RE4 było grą innowacyjną i miało swój klimat, tak RE5 go nie ma. Jestem zawiedziona. Ale, żeby nie było że tak kompletnie - jestem pewna, że nie raz i nie dwa w nią zagram, to po prostu nie jest RE, ani nawet świetna gra. Jest po prostu dobra, zwłaszcza jakby się nie nazywała RE.
EDIT: Ah, przypomniałam sobie o jeszcze jednej zalecie - ich jest tak niewiele, że trzeba wymienić

Podobało mi się to, że był sposób na pokonanie każdego bossa, nie wystarczyło pakować w niego ammo. Ale jednak rozwiązanie np. z Ndesu jest okropne. Wolałam bieganie, wspomaganie się psiakiem i samodzielne ubicie El Gigante, a nie tylko QTE i działko na samochodzie. Z pozostałymi było całkiem całkiem.
PS. Się rozpisałam....