Nikt nic nie pisze? Ok. To będę pierwszy.
Zlot dobiegł końca [już wczoraj]. Był to zlot inny, niż zwykle, z kilku względów: kompletnie inna miejscówka (szczególnie biorąc pod uwagę, że był to zlot z kategorii "letnie spotkanie"), nowi ludzie, brak większości stałego towarzystwa oraz prawie brak grania na konsolach.
Niewątpliwie spotkanie można uznać za kameralne: 7 osób + Cinek, który odwiedził nas w niedzielę (wielki szacun, że Ci się chciało przyjechać na te kilka godzin; szczególnie w towarzystwie dwóch małych córek

). Fajnie było poznać Ewę i Natalię

. Szkoda, że towarzystwo się wykruszyło i osoby, które się wstępnie deklarowały (PaLa, Magda, Esca, Mikhail, Devlock), z różnych względów ostatecznie nie mogły przybyć. Przynajmniej byście się na coś przydali i zagrali z nami w The Resistance.
Sam pomysł, by zlot odbył się w Szczyrku, okazał się dobry. Miejscówka śliczna. Domki o kilka standardów lepsze niż to, co jest w Victorii (chociaż na zdjęciach i z opisu wyglądały na ciut większe): w pełni wyposażona kuchnia (lodówka, mikrofalówka, czajnik, zestaw talerzy, miseczek, kubków i sztućców), telewizor i ciepła woda robią swoje. Na zewnątrz zaś taras, ławeczki, huśtawki itp. Zastrzeżenia można by mieć tylko do schodów na piętro - były tak strome, że przypominały raczej pochyloną drabinę (i tak też się po nich wchodziło/schodziło). Po kilku głębszych zejście na dół bądź wejście na górę mogłoby się dla niektórych źle skończyć. No i wbrew zapowiedziom właściciela, że "w domku 4. wifi może przerywać, bo słaby sygnał, ale w 3. oraz na tarasie na pewno sygnał będzie dobrze łapać", to jednak nie - Internet nie łapał w ogóle. Nawet stojąc przy wejściu do baru trzeba było mieć dużo szczęścia, by złapać sygnał (o jego utrzymaniu nie wspominając).
Okolica niczego sobie: cisza, spokój (pomijając fakt, że obok naprawiano/robiono jezdnię), odcięcie od świata oraz widok na góry i skocznię. Z domku do głównej ulicy było jakieś 3 minuty drogi, a tam pełno barów/restauracji ustawianych na przemian ze sklepami z pamiątkami, Biedronka i kilka sklepików osiedlowych oraz... dom handlowy rodem z lat 80.

Szkoda tylko, że pogoda kompletnie nie dopisała: w niedzielę, wtorek i środę cały czas lało; w poniedziałek było w miarę pogodnie, ale w zależności od położenia było albo gorąco, albo zimno

W efekcie nie pozwiedzaliśmy sobie za wiele - pomijając wypad na zakupy bądź na obiad, to cały czas spędziliśmy praktycznie w domkach.
A, był też i grill. Żałuję, że jednak nie uwieczniłem procesu jego rozpalania (Maestro by mnie pewnie zabił); byłby świetny dodatek do zlotowego archiwum.
Były niestety drobne problemy z dojazdem/wyjazdem. To nie Sulejów, gdzie z dworca głównego brało się busa i dojeżdżało praktycznie na samo miejsce. Ze względu na to, że był tylko jeden samochód, to musieliśmy podzielić się na dwie grupy, z której jedna wraz z bagażami od razu pojechała do Szczyrku/Katowic, zaś druga jechała pociągiem i samochodem/busem do Szczyrku/Katowic z przystankiem w Bielsko-Białej. Droga powrotna zresztą dla obu grup była ciekawa: ekipie z samochodem padł wóz (akumulator się rozładował) i czekali na pomoc. Ekipa z pociągu miała zaś postój gdzieś po drodze, bo przed nami padł pociąg; po kilkunastu minutach postoju nasz pociąg zwrócił do poprzedniej stacji i musiał wjechać na drugi tor.
Jak wspomniałem na wstępie, konsole prawie wcale nie były w użyciu. Deus z Maestro próbowali przejść RE3 bez sejwów (skończyli w ten sam sposób jak ja 2 lata temu... tylko dużo wcześniej, bo już na Wieży Zegarowej

), KiBi przeszedł kawałek Shattered Memories na PSP, Natalia pogrywała w Burnouta oraz gdzieś tam w tle kilka razy był chyba odpalony Tekken. Prócz tego zlot został zawładnięty przez karcianki i planszówki: Battlestar Galactica, Pandemic (którą w końcu udało nam się przejść na sam koniec zlotu

), The Resistance, RE DBG, Rój oraz Innowacje (o czymś zapomniałem?). Czyli ogólnie było pysznie i bardzo towarzysko - nie było izolowania się przy szklanym ekranie (pomijam swojego Kindla >_>).
Był też pokaz "Dnia Świra": najpierw Singiel z Natalią zaczęli oglądać sami, a potem stopniowo widownia wokół nich się zwiększała by "przelotem" zobaczyć, co tam leci... a potem zostać na dłużej.
Na koniec oczywiście wielkie podziękowania dla mamy KiBiego za śniadanie, które przygotowała dla nas w niedzielę rano, oraz obiad, który podała nam w środę (pyszna pomidorówka). No i dla KiBiego, który nas odbierał z przystanków autobusowych/pociągu, odprowadzał na przystanki oraz ogólnie nas przechował (dumnie biorąc na siebie odpowiedzialność, jaką do tej pory pełniło Malibu w Piotrkowie

).
Ogólnie zlot był świetny (chociaż moja opinia w tym względzie jest mało obiektywna, bo nie pamiętam już, kiedy ostatni raz narzekałem na jakikolwiek zlot

). Kto nie był, niech żałuje.

Szkoda tylko, że nie ma praktycznie żadnych zdjęć czy filmików ze zlotu, nawet grupowego.
BTW. Jak następnym razem ktoś mi powie, że nie jedzie na zlot, bo ma za daleko, to chętnie wyśmieję. Singiel i Natalia przylecieli z Londynu; ja jechałem busem przez całą Polskę (w sumie 9 godzin siedzenia na tyłku); zaś Cinek przejechał samochodem kilka godzin w tę i z powrotem tylko po to, by z nami pobyć przez jeden wieczór. Więc na przyszłość:
no excuse.
BTW2. Kto był, będzie wiedział o co chodzi
