Resident Evil 4 Recenzja - bez spoilerów
Był rok 2005, sześć lat po wydarzeniach z Raccoon City, premiera ekskluzywnego Resident Evil 4 na konsoli Nintendo GameCube. Najgłośniejsza premiera z całej serii z kilku powodów. Zmiana perspektywy, rozgrywki oraz….. masa narzekań zagorzałych fanów. To właśnie ta cześć podzieliła swojego czasu fanów na dwa obozy, tradycjonalistów i tych którzy doceniali bardziej akcje niż typowy survival horror, no była jeszcze trzecia grupa do której ja starałem się przynależeć. Fan starej daty wychowany na prerenderowanych tłach który widział również potencjał nowego podejścia Capcomu do swojej serii oraz sposobu jej przedstawienia.
Odsłona z numerkiem „4” była na wyłączność Nintendo tylko na chwile, aby po jakimś czasie wyjść dosłownie na każdy możliwy sprzęt, fanów przybywało a pierwsze pogłoski o odświeżonej wersji tylko podgrzewały już rozgrzaną przez poprzedniej wersje serie do granic. Wracając nostalgią do premiery nie zapomnę ekscytacji i ciekawości jak żółto niebiescy przedstawią „nową jakość” wszak GameCube takową dysponował i kiedy włożyłem małą płytkę do również niewielkiej „kostki” płyta dosłownie nie chciała jej opuścić dopóki nie zrobię wszystkiego i to po kilkanaście razy, później przechodząc samym nożem oraz na czas.
Czy warto ponownie odwiedzić klimatyczną Hiszpanię? Czy Capcom po raz kolejny pokazał branży jak się robi Remake z krwi i kości? Chce już w tym momencie napisać, że tak i zrobił to w sposób wybitnie dobry z zachowaniem wielu ważnych kwestii zarówno technicznych, fabularnych oraz typowo kontentowych.
Rdzeń fabularny nie został dramatycznie zmieniony, rzekłbym został dopieszczony oraz potraktowany nowym sosem. Już w pierwszych chwilach z grą dostaniemy nostalgiczny powrót jednak tym razem do bardziej mrocznej i sugestywnej wersji wioski Pueblo. Znów odwiedzimy miejscówki jako Leon S. Kennedy z zadaniem uratowania córki prezydenta USA Ashley Graham z rąk sekty Los Iluminados.
Oprócz samej wioski odwiedzimy również zamek czy wyspę i każda z tych miejscówek (a nawet zupełnie nowa o której nie wspomnę) została odświeżona nie tylko wizualnie ale również technicznie gdzie nowe ścieżki oraz pomieszczenia zaskoczą wyjadaczy oryginału. Capcom nie tylko odświeżył znane tereny ale również dodał do nich nowe poboczne zadania których jest dość pokaźna ilość. Znów zbieramy biżuterię, szukamy ukrytych skarbów, łączymy je i….sprzedajemy kupcowi o charakterystycznym głosie u którego również ulepszymy bronie a tych ponownie mamy w ilości hurtowej. Ulepszeniu oraz konfiguracji uległ tutaj nawet nóż.
Nowością będą również powroty znanych postaci i najwiecej z nich wszystkich uwagi dostał Luis Sera wszak w oryginale w moim odczuciu poświecono mu zbyt mało czasu. Nasza podopieczna po tych 18 latach zyskała nową inteligencje i zdecydowanie mniej gubi się w ferworze walki, mowa oczywiście o Ashley. Oprócz bohaterów pojawili się nowi przeciwnicy choć Capcom nie ukrywał że kogoś się z nich pozbędzie a więc lekkim zaskoczeniem było nie pojawienie się jednego z bossów.
Jak już wcześniej wspominałem przemodelowanie rozgrywki i dostosowanie jej do dzisiejszych standardów wykluczyło pewne sekcje a głównie te z QTE (Quick Time Events) a w ramach rekompensaty dodano nowe więc wychodzi na remis. Dialogi również uległy zmianie ale tylko na plus, nasz bohater nie wydaje się już tak bardzo pewny siebie w obliczu przeciwników większych od niego o kilkanaście razy. Rozgrywka zajęła mi za pierwszym podejściem całkiem sporo czasu ale bawiłem się przednio i w momencie pisania tekstu zaczynam już trzecie podejście na którym moja przygoda zapewne się nie skończy gdyż do odkrywania jest całkiem sporo - bronie, akcesoria, stroje, szkice, modele postaci i przeciwników, dosłownie tony atrakcji. Jednocześnie jako fan zachęcam Was, przeżyjecie to sami a nie oglądajcie jak inni to robią w mediach społecznościowych, takie gry smakują najlepiej przechodzone przez nas samych.
Z technicznego punktu warte odnotowania są ustawienia grafiki oraz audio. Mamy dostępne dwa tryby - rozdzielczość oraz wydajność. Nawet w trybie rozdziałki gra stara utrzymywać się 60 klatek z możliwością włączenia Ray Tracing. RE Engine pomimo swoich lat daje radę i gra prezentuje się świetnie przez cały jej czas. W sferze audio możemy ustawić dźwięk 3D (PS5) czy skonfigurować nawet wzmocnienie strzałów. Dodano obsługę haptyki oraz efektu trigger w Dual Sense przez co walkę czuć wyraźniej i widać że Capcom zachęca nas do bezpośrednich starć. Samej akcji jest nieco mniej tzn mniej arcade i znane sekwencje na wyspie zostały zminimalizowane co również uważam za plus. Rozgrywka jest szybka a sama walka to majstersztyk. Sama walka nożem sprawia sporo frajdy a nowością jest parowanie, które wykonane w odpowiednim momencie potrafi zaoszczędzić amunicję i powalić przeciwnika.
W grze jednak w momencie premiery zabrakło dodatków takich jak Assignement Ada, Seperate Ways czy Mercenaries. Ostatnie zostaną dodane niebawem natomiast przygody Ady zostaną już wycenione jako DLC. Włodarze Capcom’u chcą dopracować dodatek i wypuścić go w nowej, dłuższej wersji. Zapewne w przyszłości znów wydając edycję kompletną Gold.
Resident Evil 4 to idealny pokaz jak powinno się robić Remake z zachowaniem kultowego klimatu dodając do tego masę nowych rzeczy. To produkt do którego będziemy wracać przez długi czas a za to należy się wysoka nota. W 2005 roku padła z mojej strony ocena 10 i teraz nie będzie inaczej. Część kultowa, warta wydania każdej złotówki, brać i grać!
Ocena końcowa - 10/10