: wt 05 lip, 2011
Parę dni temu miałam wreszcie okazję zagrać w dodatki do RE5. Zaczęłam od LiN, gdyż byłam ciekawa co Capcomowi udało się zrealizować z obiecanego powrotu do rezydencji. Muszę przyznać, że wyszło im całkiem nieźle, bez rewelacji, ale grało się przyjemnie.
Jak widać, wystarczy wrzucić gracza do Rezydencji, żeby gra miała klimat. Do tego jeszcze burza, dookoła cisza...od samego początku gra przywołuje wspomnienia
Szkoda, że nie wiedziałam jak ustawić statyczne kamery. Coś mi świtało, że się da, ale nie miałam pojęcia jak. Następnym razem koniecznie zagram w takiej wersji 
Grałam z kumplem, co dostarczało mi trochę dodatkowych wrażeń, gdyż już wcześniej przeszedł kawałek gry i jak zaczęliśmy się zbliżać do pierwszego wroga, zaczął wyrażać niepokój I niezadowolenie ze zbliżającego się spotkania (graliśmy na Amateur). Ja, nie wiedząc, co mnie czeka, zaczęłam sobie wyobrażać, że to jakiś przerażający potwór, z którym nie da się wygrać, jego jeden cios zabija itp itd. Z napiętymi nerwami patrzyłam, jak kumpel się skrada i zza winkla próbuje wywołać przeciwnika, a moim oczom ukazuje się... skrzyżowanie bandersnatcha z katem. Nie mówię, że nie podoba mi się, bo pomimo lekkiej wtórności wygląda i walczy naprawdę nieźle, ale skoro można go rozwalić dwoma granatami i taką samą liczbą kopniaków...mam nadzieję, że na wyższych poziomach trudności zrobi na mnie większe wrażenie
Szkoda tylko, że to zasadniczo jedyny przeciwnik w całej grze. Rozumiem, że to krótka rozgrywka i jest oparta na innych założeniach, niż ciągła walka (w przeciwieństwie do Desperate Escape), ale trochę urozmaicenia by nie zaszkodziło. Zombiaków na podłodze nie liczę, bo nie trzeba w ogóle się na nich pakować.
Bardzo podobał mi się powrót do przeszłości, w postaci gry na pianinie. Moonlight Sonata jest przyjemnym dla ucha utworem, a system QTE służący do zagrania jej wyszedł zgrabnie. Podobnie miłym akcentem jest pękająca szyba przy powrocie przez korytarz. Liczyłam na psiaczki, ale nietoperzem też mogę się zadowolić
Jeśli chodzi o Weskera...cóż, zakończenie walki było wcześniej znane z podstawowej gry, więc tu rewelacji nie ma, a sama walka ma niewiele do zaoferowania. Szkoda, że do jej powtórzenia trzeba przebrnąć przez całą grę, chociaż nie jest długa.
Poza tym notatki bardzo dobrze wciągają w klimat gry, znaczki do zestrzeliwania są miłym dodatkiem (uwielbiam uprawiać zbieractwo w grach
W Asasynie zbieranie flag dawało mi dużo frajdy
). Niewątpliwie muszę jeszcze przejść kilka razy ten dodatek, zwłaszcza na wyższych poziomach, żeby wydobyć wszystkie smaczki. Ogólnie powrót do Rezydencji udany, chociaż krótki 
Jak widać, wystarczy wrzucić gracza do Rezydencji, żeby gra miała klimat. Do tego jeszcze burza, dookoła cisza...od samego początku gra przywołuje wspomnienia
Grałam z kumplem, co dostarczało mi trochę dodatkowych wrażeń, gdyż już wcześniej przeszedł kawałek gry i jak zaczęliśmy się zbliżać do pierwszego wroga, zaczął wyrażać niepokój I niezadowolenie ze zbliżającego się spotkania (graliśmy na Amateur). Ja, nie wiedząc, co mnie czeka, zaczęłam sobie wyobrażać, że to jakiś przerażający potwór, z którym nie da się wygrać, jego jeden cios zabija itp itd. Z napiętymi nerwami patrzyłam, jak kumpel się skrada i zza winkla próbuje wywołać przeciwnika, a moim oczom ukazuje się... skrzyżowanie bandersnatcha z katem. Nie mówię, że nie podoba mi się, bo pomimo lekkiej wtórności wygląda i walczy naprawdę nieźle, ale skoro można go rozwalić dwoma granatami i taką samą liczbą kopniaków...mam nadzieję, że na wyższych poziomach trudności zrobi na mnie większe wrażenie
Szkoda tylko, że to zasadniczo jedyny przeciwnik w całej grze. Rozumiem, że to krótka rozgrywka i jest oparta na innych założeniach, niż ciągła walka (w przeciwieństwie do Desperate Escape), ale trochę urozmaicenia by nie zaszkodziło. Zombiaków na podłodze nie liczę, bo nie trzeba w ogóle się na nich pakować.
Bardzo podobał mi się powrót do przeszłości, w postaci gry na pianinie. Moonlight Sonata jest przyjemnym dla ucha utworem, a system QTE służący do zagrania jej wyszedł zgrabnie. Podobnie miłym akcentem jest pękająca szyba przy powrocie przez korytarz. Liczyłam na psiaczki, ale nietoperzem też mogę się zadowolić
Jeśli chodzi o Weskera...cóż, zakończenie walki było wcześniej znane z podstawowej gry, więc tu rewelacji nie ma, a sama walka ma niewiele do zaoferowania. Szkoda, że do jej powtórzenia trzeba przebrnąć przez całą grę, chociaż nie jest długa.
Poza tym notatki bardzo dobrze wciągają w klimat gry, znaczki do zestrzeliwania są miłym dodatkiem (uwielbiam uprawiać zbieractwo w grach