Zależy od człowieka. Jeden boi się klaunów, drugi boi się zombie, trzeci boi się kobiet i tak dalej....
...ale masz po części racje, same w sobie zombie nie są straszne, potrzebują wspomagaczy. Takim wspomagaczem była Mansion, niby wielka ale tak naprawdę budziła klaustrofobiczne odczucia, wiedzieliśmy tyle ile bohaterowie - jesteśmy w jakiejś posiadłości, wszędzie są potwory i o co tu kurde chodzi?
Capcom powiedział coś w stylu "Last of Us jest naprawdę fajne i myślę, że powinniśmy obrać podobny kierunek z nowym RE".
Problem tylko w tym, że Last of Us nie jest wcale straszny. Owszem, zarzuca klimatem, głosy klikaczy w oddali mogą niepokoić. Mnie gra tylko raz wprawiła w strach - misja z windą i stalkerami. Jeden jedyny raz kiedy naprawdę bałem się w LoU. Poza tym, jest to swojego rodzaju znacznie mniej widowiskowy Uncharted nastawiony na bycie klimatycznym dramatem psychologicznym (mniej widowiskowy w sensie wybuchów, akcji etc.), co udaje mu się świetnie.
Zastanawia mnie jedno. Jeśli Capcom chce czerpać z LoU w nowej części RE, to niby jak to zrobi? Jak wyżej napisałem, LoU nie jest straszny. RE 6 też nie. Obie gry straszyły mnie tylko w jednym momencie w zasadzie, w RE6 było to kiedy należało Leonem szukać tych kluczy na rynku w chinach i łaziły te gluty (analogicznie, tak też było w innych kampaniach z nimi) bo czułem się osaczony w labiryncie.
Dla mnie RE 7 będzie udany jeśli;
a) Postawią na jeden wątek. Jedna historia z drobnymi szczegółami, tak, żeby zaabsorbował nas świat gry.
b) Nie odwoływanie się do pozostałych części. Historia powinna toczyć się sama i dotyczyć tylko tego co dzieje się wokół nas. Racoon City? Okej, było, ale skupmy się na sprawach bierzących.
c) Nowe wątki. Na moje historia Chrisa i Claire jest zakończona. Tak samo Leona i Sherry. Wiem, że to główni bohaterowie - ale nie warto ciągnąć na siłę nowych opowieści. Chris pokonał Weskera. Leon został agentem rządowym i jest bardziej zarąbisty niż Chuck Norris. Tak bardzo jak lubię Leona, jednak chciałbym aby na jakiś czas sobie odpoczął. Zaplecze postaci jest duże. Mamy Rebbece, mamy Barrego - nikt w końcu nie każe wymyślać zupełnie nowych i nieznanych postaci.
d) Lokacja. Jeśli już jesteśmy przy Rebbecy czy Barrym, to dlaczego by nie wrzucić ich do gry w jakimś opuszczonym zamczysku, lesie, luksusowym acz opuszczonym od 10 lat kurorcie? W RE6 było dużo skakania z miejsca na miejsce a poza tym, dzięki bieganinie po mieście, samolotach, okrętach miało się jako takie wrażenie o otwartości świata wokół. Otwarty świat nie jest straszny - Revelations i RE1 zamykały nas odpowiednio na statku i w posiadłości. I to było to.
Niech autorzy skupią się na klimacie i zamiast robić różnorodne levele, niech wrzucą nas w naprawde zarąbiście zaprojektowaną lokację.
W ostateczności, jeśli już się skupiają na w miarę otwartym świecie (chodzi mi o miasta, wioski itp.) to niech naprawdę zastanowią się nad wyborem. Dla mnie jedyną opcją tego typu jest Czarnobyl. Opuszczone blokowiska i kompleks Umbrelli pod miastem. Fabularnie też można by to było pewnie jakoś złatwić.
Whew! Ale sie rozpisałem
