Michał666666 pisze:Jak widzisz Wesker cały czas szedł po trupach do celu, miał gdzieś ile ludzi skrzywdzi byle tylko mógł zrobić to co zamierza. Jak to dobitnie widać w każdej części w której wystąpił, no i sam fakt że pozbył się Excelli która tyle lat mu pomagała, zrobił to z uśmiechem na ustach
On nie zabił Excelli przez to, że nie darzył jej osoby sympatią. Socjopaci myślą o ludziach przedmiotowo, nie posiadają uczuć prawie wcale, a jeżeli już, to najczęściej te negatywne...
Wesker posłużył się panną Gionne, by zabić Chrisa i Shevę, m. in dlatego, że nie była mu ona do niczego więcej potrzebna - w końcu plan nowego świata miał lada chwila stać się rzeczywistością...
Spójrz, jak postąpił z Jill - mógł ją zabić na tych klifach, a jednak oszczędził jej życie, bo wydawała mu się ona przydatna... Co za utylitarysta...
Michał666666 pisze:również podobnie kiedy zdradził Jamesa Marcusa. W ramach swojego wielkiego projektu UROBOROS wymordował tysiące afrykanów i porywał ludzi do nieludzkich eksperymentów
No cóż, akurat dla człowieka takiego jak on, czyli wciąż dążącego do potęgi, zabicie Marcusa było kolejnym krokiem naprzód... Birkin także się tym nie przejął, a jak wiemy, był zdolny do założenia rodziny, widocznie takie rozumowanie leży w mentalności pracowników Umbrelli... Pomijając to, w jaki sposób Marcus obchodził się ze swoimi zbędnymi pomocnikami...
Michał666666 pisze:kiedy Krauser zginął w misji przejęcia próbek LAS PLAGAS, Albert się tym nie przejął i nazwał go tylko kolejnym zbędnym żołdakiem i zaraz potem zaczął roztaczać swoje wizje przed Adą Wong.
No cóż, Ada była dla niego o wiele cenniejsza, gdyż znał ją dłużej i wiedział, na co ją stać - w końcu zdobyła dla niego G-virusa, mimo licznych komplikacji i uszczerbków na zdrowiu... A Krauser nie dał rady zabić nawet Leona, którego Ada mogła skasować już na końcu RE 4, kiedy to Leon oddaje jej próbkę...
Michał666666 pisze:Wesker zawsze posługiwał się innymi ludźmi w realizacji własnych celów, nie przepuścił nawet córce swojego przyjaciela Birkina którą po prostu porwał (jej los dalej jest nie znany).
Kazał się nią "zaopiekować", a ze względu na przyjaźń, jaka łączyła jego i Birkina, nie sądzę, by stało jej się coś złego... Pewnie została naukowcem i pracuje nad nowymi B.O.W.
Michał666666 pisze:Jak widzisz można wymieniać w nieskończoność i dlatego w poprzednim poście przytoczyłem słowa Chrisa, bo one oddają najlepiej charakter Weskera i w związku z tym stwierdzam że Albert pozamieniałby ocalałych z zagłady w posłuszne potwory, bo na co mu armia nadludzi która by go nie słuchała?
On chciał uratować świat od nieustannych konfliktów, nieuzasadnionej zawiści dyktowanej przez trudne czasy i bezsensownego mordu w imię chorych ideologii, ustrojów... Sądzę, że świat przez niego stworzony byłby mocno "przesiany" (z 9 mld. ludzi zostało by coś około 10 mln...), ale pamiętajmy, że zbyt duże skupiska ludzi sprzyjają rozwojowi konfilktów, z racji wyjątkowości każdej jednostki i jej dążenia do szczęścia w indywidualnym tego słowa znaczeniu... Ty jako piekarz będziesz chciał upiec chleb w piecu, ktoś inny w piekarniku, pieniędzy będziecie mieli tylko na jedno, więc może się zdarzyć, że piekarni jednak nie otworzycie...
Tak więc Wesker nie musiał mieć innych gdzieś, tylko chciał wspólnego dobra ludzkości, a jeżeli ktoś taki jak Chris Redfield, czy Sheva wolą stary porządek, powinno dojść do konfrontacji... Słownie Weskera by nie przekonali, pozostają więc rozwiązania siłowe... A że Wesker przeważał nad nimi we wszystkich sferach umiejętności bojowych człowieka, to właśnie on powinien być górą, ale niestety w RE mamy do czynienia z klasyczną zasadą dualizmu dobra i zła, w której dobro musi przeważać...
Skąd wiesz, że nowy świat nie byłby lepszy od tego? Możliwe, że Wesker zostałby bohaterem... Wypominasz mu, że zabił tysiące Afrykańczyków... No cóż, zrobił to dla "ratowania" świata, pomyśl, ilu ludzi zginęło w wojnach, albo zostało zabitych przez samą Umbrellę, która dążyła do zbudowania idealnej broni? Ilu ludzi zostałoby jeszcze przez to zabitych? Czasami, żeby zbudować dom, trzeba wyciosać kilka desek...