"Najgorszy" Resident Evil
Amunicji jest mało, jeśli grasz z podstawowym ekwipunkiem, a nie z tym z poprzedniej gry - wtedy od początku masz tylko hanguna, a przeciwnicy zżerają większą ilość amunicji (veteran, PRO). W porównaniu do RE4 amunicji jest zdecydowanie mniej, a tryb PRO jest zdecydowanie trudniejszy i każdy się z tym zgodzi. Fabularnie jest bardzo dobrze, a to najważniejsze
.
Nie jest mniej, jest więcej i grałem z pustym ekwipunkiem na Veteran. Na PRO się pomyliłem, jest 2x więcej pieniędzy. PRO jest trudniejszy, ale dlaczego to też oczywiste, jak co chwilę pada ten głupi bot. Dzięki wolę grać w pojedynkę. A fabularnie wcale nie jest rewelacyjnie. Główny wątek jest wręcz banalny. Po prostu jest dużo znanych już informacji i to może dawać wrażenie bogatszej fabuły. Jak ktoś grał w poprzednie części też nowości tu żadnych nie znajdzie.
Resident Evil 4 mi się nie podobaREfan pisze:Z tego co widzę to Tobie podoba się wszystko co ma RE w nazwie...
Moim zdaniem najgorszą częścią jest RE 4 i RE 5.
Brak tego naszego zombiakowego klimatu przez co gra straciła na straszności zyskując tylko możliwości postrzelania sobie do ludzi (czy tam plagasów jak kto woli).
Równie dobrze można sobie zagrać w Counter Strike i wyjdzie na to samo.
Brak tego naszego zombiakowego klimatu przez co gra straciła na straszności zyskując tylko możliwości postrzelania sobie do ludzi (czy tam plagasów jak kto woli).
Równie dobrze można sobie zagrać w Counter Strike i wyjdzie na to samo.
Ostatnio zmieniony pn 06 sie, 2012 przez Mikey, łącznie zmieniany 1 raz.
Co do piątki to po części się zgodzę, ale jednak 4 będę bronił.
Musiano wprowadzić jakieś zmiany w mechanice bo nie ukrywajmy ale gdyby 4 wyszła z mechaniką starych residentów to by się aż tak dobrze nie sprzedała. Niestety(a może stety) technika idzie do przodu i nie które rzeczy po prostu już nie przejdą.
Nie wiem która cześć jest dla mnie najgorsza, ale chyba stawiam na tą część z widokiem FPS(jak ktoś mi poda tytuł to oddam głos w ankiecie). Wiem że grałem w nią na psx, jakiś resident(bez cyferki). Miałem go po rosyjsku <ciach>
. Nie mam pojęcia jaki miał tytuł bo reszta poza napisem Resident Evil była przetłumaczona. Zaczynał się od skoku z helikoptera, pamiętam tylko tyle że był jakiś motyw z dziećmi i pociągiem. Nie podobał mi się, zwłaszcza że na drugiej płycie dostałem Re 2(też po rosyjsku
).
Salvin: Takich informacji lepiej na tym forum nie podawać.
Musiano wprowadzić jakieś zmiany w mechanice bo nie ukrywajmy ale gdyby 4 wyszła z mechaniką starych residentów to by się aż tak dobrze nie sprzedała. Niestety(a może stety) technika idzie do przodu i nie które rzeczy po prostu już nie przejdą.
Nie wiem która cześć jest dla mnie najgorsza, ale chyba stawiam na tą część z widokiem FPS(jak ktoś mi poda tytuł to oddam głos w ankiecie). Wiem że grałem w nią na psx, jakiś resident(bez cyferki). Miałem go po rosyjsku <ciach>
Salvin: Takich informacji lepiej na tym forum nie podawać.
Ostatnio zmieniony pn 06 sie, 2012 przez nowy118i, łącznie zmieniany 1 raz.
Gier nie "piracę" od lat, ale nie ukrywajmy że w czasach psx'a łatwiej było dostać w Polsce piraty niż oryginały. Sam wiem że normalnie w sklepie z grami facet proponował tańsze "wersje". Nie mieszkałem za "dzieciaka" w dużym mieście i u mnie tak to wyglądało może w większych miastach bardziej to kontrolowano.
Ale przepraszam za swoją szczerość(mogłem ten fakt pominąć), mam nadzieje że już na początku nie podpadłem, na swoją obronę dodam że Re 3(jak i wszystkie następne części) miałem już oryginalnego
.
Ale przepraszam za swoją szczerość(mogłem ten fakt pominąć), mam nadzieje że już na początku nie podpadłem, na swoją obronę dodam że Re 3(jak i wszystkie następne części) miałem już oryginalnego
Ostatnio zmieniony pn 06 sie, 2012 przez nowy118i, łącznie zmieniany 2 razy.
- kal3jdoskop
- Posty: 200
- Rejestracja: pt 02 maja, 2008
- Lokalizacja: Terra
Zacząłem z Residentem dośc nietypowo, bo w takiej kolejności - 3-2-3-1-4-5. (dwa podejścia do trójki, dopiero zagrawszy w dwójkę zrozumiałem, "z czym to się je"). Najbardziej nieprzyjemnym okazał się dla mnie... Protoplasta serii, czyli po prostu Resident Evil. Zdecydowanie nie podobało mi się już samo intro, technicznie słąbe, z drętwą grą aktorską (okrzyk Chrisa "don't go" na widok odlatującego helikoptera powinien przejść do historii jako jedna z najbardziej drewnianych scen). Pół żartem, pół serio - na dzisiejszy dzień "efekty specjalne" kojarzą mi się z jednym odcinkiem Kalibru 200 Volt - Krokodylem z Kosmosu (na jutubie do obejrzenia). Potem nie było lepiej - pograłem trochę, po drodze zdobyłem shotguna, napotkałem zombie, wrony (co do piesków nie jestem pewien)... I koniec. Ani specjalnego klimatu w tym nie czułem, ani chęci do dalszego grania (a z wymienionych części był to jedyny przypadek, w którym nie miałem ochoty grać do samego zakończenia).
Ostatnio zmieniony wt 10 gru, 2013 przez kal3jdoskop, łącznie zmieniany 1 raz.
Nie zapominaj, że RE1 to gra z 1996 roku, gdzie gry miały kompletnie inny budżet, a wstawki CGI wyglądałyby pewnie jeszcze gorzej (spójrz chociażby na model nóg Jill/Chrisa w filmiku z Neptune czy też głowę Kennetha; i wyobraź sobie całe intro zrobione z tą jakością grafiki
). W 1997 (gdy po raz pierwszy zagrałem w tą grę), intro zrobiło na mnie wrażenie (chociaż "drętwe Joseph!" i "No! Don't go!" bawiło i wtedy
); teraz jedyne, co je ratuje, to nostalgia.
Jeżeli chodzi o klimat, to tutaj pewnie decydujący aspekt miało to, że grałeś w RE1 po RE2 i RE3, które miały wszystkiego więcej, ładniej i agresywniej (patrz np. porównanie nielicznych sztywnych zombiaków z RE1 do licznych i dużo bardziej dynamicznych z RE2 i 3). W RE1 mierzyłeś się z nieznanym; gdy podchodząc do gry znałeś już ten klimat i prawie każdego potwora widziałeś już wcześniej w lepszej wersji, to nie dziwię się, że gra Ci nie podeszła. Poza tym w porównaniu do następnych części, ta była dużo bardziej wolniejsza i spokojniejsza, bardziej nastawiona na poczuciu niepewności (mała liczba amunicji i środków leczniczych) niż na rozwalaniu kolejnych potworów.
To, co szczególnie podobało mi się w RE1 to budowanie klimatu poprzez fakt, że pojawienie się (prawie) każdego potwora poprzedzone było swoistym "wstępem", które potęgowało strach przed starciem z danym przeciwnikiem. Zanim zmierzyłeś się z pierwszym zombiakiem, widziałem filmik jak zombiak obgryza głowę Kennetha. Zanim w ogóle spotkałeś psy w grze, widziałeś intro, które przedstawiło Cerberusy jako szybkie i krwiożercze bestie. Pierwsze spotkanie z wronami poprzedzone było ujrzeniem ciała zadziobanego na śmierć Foresta, a spotkanie z Yawnem poprzedzone było śmiercią Richarda ("It's not just a poisonous snake, its a monster!"). Zanim gracz w ogóle dotarł do Plant 42 widział najpierw całą chatkę strażnicza oblecioną korzeniami rośliny, oraz miał okazje przeczytać kilka notatek opisujących rozmiar, inteligencję oraz krwiożerczość rośliny. I tak dalej. Dzięki temu sama świadomość, że np. zaraz będę musiał zmierzyć się z Yawnem, już wywoływała u mnie strach, bo widziałem, do czego ta bestia była zdolna. (oczywiście rzeczywistość okazywała się mniej brutalna, niż to, co siedziało w głowie, ale to są właśnie zalety dobrego horroru
).
A wracając do tematu, ankieta w temacie jest trochę nieteges, bo miesza ze sobą główne części RE ze spin-offami (serie Survivor/Dead Aim, Chronicles, Outbreak oraz ORC), które mają dużo niższy budżet, dużo mniejszy potencjał i są swego rodzaju eksperymentami. Jeżeli ktoś grał w Survivor 2 to wątpię, to nie wierzę, by wybrał którąkolwiek grę z głównej serii jako tą najgorszą
Jeżeli zaś chodzi o główne części RE, to chyba najmniej podobało mi się Zero (co nie znaczy, że nie podobało w ogóle; po prostu do tej części mam najwięcej zastrzeżeń). W skrócie:
- bezsensowna fabuła; poczynając od Marcusa i jego armii pijawek, poprzez kompletny brak zaangażowania w fabułę głównych bohaterów (jedynym celem Rebeki i Billy'ego w tej grze było przejście z punktu A do punktu B - a nawet tutaj nie do końca byli świadomi, gdzie idą; nie byli oni w żaden sposób powiązani ani z wydarzeniami mającymi miejsce w grze, ani z głównym złym, którego nota bene spotkali dosłownie na 5 minut przez końcem gry);
- backtracking (wprawdzie nie dorównuje temu z CV, gdzie czasami trzeba było wracać się przez pół wyspy, ale doskonale nadrabia to brakiem skrzyń)
- nielogiczności co do lokacji, w których znajdują się bohaterowie (Rebecca i Enrico jakimś cudem z gór Arkley trafili do laboratorium pod Raccoon City, a następnie znowu wrócili w góry; Rebecca przynajmniej miała pociąg, którym mogła się przejechać; jakie jednak wytłumaczenie ma Enrico? Zgubił się?)
- taki sobie bestiariusz; wprawdzie podobał mi się aspekt ze zmutowanymi zwierzętami i insektami, ale było tego za mało i za mało zróżnicowane; ot wielki skorpion, wielka stonoga, wielki nietoperz...
- nie do końca wykorzystany potencjał dwóch postaci sterowanych jednocześnie + sztuczne ograniczenia (Billy, jako jedyna postać w całym uniwersum RE, nie potrafi mieszać roślinek)
Ogólnie gra była piękna i nic poza tym.
Jeżeli chodzi o klimat, to tutaj pewnie decydujący aspekt miało to, że grałeś w RE1 po RE2 i RE3, które miały wszystkiego więcej, ładniej i agresywniej (patrz np. porównanie nielicznych sztywnych zombiaków z RE1 do licznych i dużo bardziej dynamicznych z RE2 i 3). W RE1 mierzyłeś się z nieznanym; gdy podchodząc do gry znałeś już ten klimat i prawie każdego potwora widziałeś już wcześniej w lepszej wersji, to nie dziwię się, że gra Ci nie podeszła. Poza tym w porównaniu do następnych części, ta była dużo bardziej wolniejsza i spokojniejsza, bardziej nastawiona na poczuciu niepewności (mała liczba amunicji i środków leczniczych) niż na rozwalaniu kolejnych potworów.
To, co szczególnie podobało mi się w RE1 to budowanie klimatu poprzez fakt, że pojawienie się (prawie) każdego potwora poprzedzone było swoistym "wstępem", które potęgowało strach przed starciem z danym przeciwnikiem. Zanim zmierzyłeś się z pierwszym zombiakiem, widziałem filmik jak zombiak obgryza głowę Kennetha. Zanim w ogóle spotkałeś psy w grze, widziałeś intro, które przedstawiło Cerberusy jako szybkie i krwiożercze bestie. Pierwsze spotkanie z wronami poprzedzone było ujrzeniem ciała zadziobanego na śmierć Foresta, a spotkanie z Yawnem poprzedzone było śmiercią Richarda ("It's not just a poisonous snake, its a monster!"). Zanim gracz w ogóle dotarł do Plant 42 widział najpierw całą chatkę strażnicza oblecioną korzeniami rośliny, oraz miał okazje przeczytać kilka notatek opisujących rozmiar, inteligencję oraz krwiożerczość rośliny. I tak dalej. Dzięki temu sama świadomość, że np. zaraz będę musiał zmierzyć się z Yawnem, już wywoływała u mnie strach, bo widziałem, do czego ta bestia była zdolna. (oczywiście rzeczywistość okazywała się mniej brutalna, niż to, co siedziało w głowie, ale to są właśnie zalety dobrego horroru
A wracając do tematu, ankieta w temacie jest trochę nieteges, bo miesza ze sobą główne części RE ze spin-offami (serie Survivor/Dead Aim, Chronicles, Outbreak oraz ORC), które mają dużo niższy budżet, dużo mniejszy potencjał i są swego rodzaju eksperymentami. Jeżeli ktoś grał w Survivor 2 to wątpię, to nie wierzę, by wybrał którąkolwiek grę z głównej serii jako tą najgorszą
Jeżeli zaś chodzi o główne części RE, to chyba najmniej podobało mi się Zero (co nie znaczy, że nie podobało w ogóle; po prostu do tej części mam najwięcej zastrzeżeń). W skrócie:
- bezsensowna fabuła; poczynając od Marcusa i jego armii pijawek, poprzez kompletny brak zaangażowania w fabułę głównych bohaterów (jedynym celem Rebeki i Billy'ego w tej grze było przejście z punktu A do punktu B - a nawet tutaj nie do końca byli świadomi, gdzie idą; nie byli oni w żaden sposób powiązani ani z wydarzeniami mającymi miejsce w grze, ani z głównym złym, którego nota bene spotkali dosłownie na 5 minut przez końcem gry);
- backtracking (wprawdzie nie dorównuje temu z CV, gdzie czasami trzeba było wracać się przez pół wyspy, ale doskonale nadrabia to brakiem skrzyń)
- nielogiczności co do lokacji, w których znajdują się bohaterowie (Rebecca i Enrico jakimś cudem z gór Arkley trafili do laboratorium pod Raccoon City, a następnie znowu wrócili w góry; Rebecca przynajmniej miała pociąg, którym mogła się przejechać; jakie jednak wytłumaczenie ma Enrico? Zgubił się?)
- taki sobie bestiariusz; wprawdzie podobał mi się aspekt ze zmutowanymi zwierzętami i insektami, ale było tego za mało i za mało zróżnicowane; ot wielki skorpion, wielka stonoga, wielki nietoperz...
- nie do końca wykorzystany potencjał dwóch postaci sterowanych jednocześnie + sztuczne ograniczenia (Billy, jako jedyna postać w całym uniwersum RE, nie potrafi mieszać roślinek)
Ogólnie gra była piękna i nic poza tym.
Ostatnio zmieniony ndz 22 gru, 2013 przez Mr_Zombie, łącznie zmieniany 1 raz.
- Nemesis US
- Posty: 1337
- Rejestracja: pn 26 mar, 2007
- Lokalizacja: Łęczyca
Dla takich ludzi jak Ty powstał wyborny REmake. Jedynka jest już kultowa i z racji tego, że to pierwsza historyczna odsłona nie powinniśmy się jej czepiać.kal3jdoskop pisze:Zacząłem z Residentem dośc nietypowo, bo w takiej kolejności - 3-2-3-1-4-5. (dwa podejścia do trójki, dopiero zagrawszy w dwójkę zrozumiałem, "z czym to się je"). Najbardziej nieprzyjemnym okazał się dla mnie... Protoplasta serii, czyli po prostu Resident Evil. Zdecydowanie nie podobało mi się już samo intro, technicznie słąbe, z drętwą grą aktorską (okrzyk Chrisa "don't go" na widok odlatującego helikoptera powinien przejść do historii jako jedna z najbardziej drewnianych scen). Pół żartem, pół serio - na dzisiejszy dzień "efekty specjalne" kojarzą mi się z jednym odcinkiem Kalibru 200 Volt - Krokodylem z Kosmosu (na jutubie do obejrzenia). Potem nie było lepiej - pograłem trochę, po drodze zdobyłem shotguna, napotkałem zombie, wrony (co do piesków nie jestem pewien)... I koniec. Ani specjalnego klimatu w tym nie czułem, ani chęci do dalszego grania (a z wymienionych części był to jedyny przypadek, w którym nie miałem ochoty grać do samego zakończenia).
Moim zdanie to naciągany a nawet bezsensowny argument, że jak coś było pierwsze to nie należy mieć pretensji, bo to kult. Ja rozumiem, że dla wielu RE to ulubiona seria i nawet najlepsza gra. Tylko takim podejściem nie można by się czepiać żadnej gry, która zapoczątkowała jakąś serię, czy nawet miała wpływ na wiele gatunków. RE nie jest wyjątkiem i istnieje cała masa kultowych produkcji i nie widzę przeszkód, by dzisiaj wymienić jakieś niepodobające się elementy. Jakoś ludzie dzisiaj narzekają na totalnie debilny 150-dniowy limit czasowy w pierwszym Falloucie; są narzekania na słabych przeciwników w pierwszym SH i niezbyt wciągającą fabułę; są pretensje o wręcz skrajne oszukiwane gracza przez twórców w DarkSeed, gdzie uciekający czas to najmniejsze zmartwienie. Są z jednej strony narzekania, że produkcje starsze a wiele bardziej zaawansowane technologicznie i co najważniejsze posiadające złożoną fabułę jak Ultima Underworld nie potrafiły się w swoim czasie przebić przez bardzo prostego Dooma, za którym inni z kolei skakali za radości. Dopiero teraz, po latach ludzie dorośli do pomysłów i poziomu realizmu z UU. Takich przykładów można wymieniać i wymieniać. Byłby wyjątek, jeżeli by padło stwierdzenie, że RE się nie podoba, bo grafika słaba. To już by był fail. Jasne, czepianie się ze względu na oprawę to przesada, bo należy wziąć pod uwagę czas w jakim gra powstawała. Brak możliwości jak i ograniczenia sprzętowe. Ale takie stwierdzenie nigdzie nie padło i nie widzę podstaw ku temu, aby nie czepiać się o pomysły albo ich wykonanie. Jeżeli gram i coś mi się nie podoba, czy wręcz odpycha od rozgrywki to nie mam zamiaru być łagodny i zmuszać się tylko dlatego, "bo to kult". Wobec pierwszych odsłon uważam, że krytyka jest właśnie najbardziej wskazana ponieważ to ta gra stwarza podwaliny pod ewentualną przyszłą serię. Żaden protoplasta nie jest idealny i ma swoje niedoskonałości. Jeżeli się tych "byków" nie wymieni to one przejdą do kolejnych odsłon. Mam nadzieję, że wiadomo mniej więcej co mam na myśli
.
Zgadzam się. RE1 ma też na pewno swoje wady, nie tylko wynikające z ubogiej grafiki, czy wstawek filmowych. Wielu osobom nie spodoba się wolniejsza akcja i braki w amunicji na przykład.Salvin pisze:Moim zdanie to naciągany a nawet bezsensowny argument, że jak coś było pierwsze to nie należy mieć pretensji, bo to kult.
Z RE1 jest tak, że im dalej tym lepiej. Jeżeli kolega pochodził tylko trochę po posiadłości to nie mógł docenić tej gry, bo właściwie zobaczył tylko jej wygląd i mechanikę.kal3jdoskop pisze:Potem nie było lepiej - pograłem trochę, po drodze zdobyłem shotguna, napotkałem zombie, wrony (co do piesków nie jestem pewien)... I koniec. Ani specjalnego klimatu w tym nie czułem, ani chęci do dalszego grania (a z wymienionych części był to jedyny przypadek, w którym nie miałem ochoty grać do samego zakończenia).
To trochę tak jakby zagrać w RE3 i nie zobaczyć Nemesis.
- kal3jdoskop
- Posty: 200
- Rejestracja: pt 02 maja, 2008
- Lokalizacja: Terra
Z daty produkcji sobie zdaję sprawę, podobnie jak i z tego, że niejeden developer, święcący zaledwie rok-dwa lata później tryumfy, w tamtych czasach dopiero raczkował (o ile w ogóle już zaistniał). Bardziej się uczepiłem w RE 1 tego, że nie miał w sobie tej "siły przyciągania", co pozostałe Residenty. Bo przecież od trójki się za pierwszym razem odbiłem, nie nawykłszy jeszcze do specyficznego "gejmpleju", charakterystycznego dla pierwszych części. A mimo to coś jednak takiego w niej było, że zdecydowałem się "cofnąć" do dwójki, a potem jeszcze dać szansę trójce. Nie mówiąc już o tym, że obie przeszedłem. Czy było to olimpijskie "citius, fortius, altius", o którym wspomniałeś (większa intensyfikacja wrażeń, lepsze poszczególne aspekty gry, takie jak wrogowie czy plansze), czy może fakt, że perypetie "w mieście" okazały się jak dla mnie dużo bardziej atrakcyjnym materiałem - to już kwestia drugorzędna, bo gra powinna mnie czymś "urzec", a w przypadku RE1 i tak pograłem dłużej niż zwykłem w przypadku tytułów które nie wzbudziły we mnie zainteresowania, tylko i wyłącznie ze względu na "kredyt zaufania", jaki dałem serii po wrażeniach z rozgrywki w RE2 i RE3. Nie czułem ani jakiejś "nastrojowości" w grze, ani specjalnego poczucia "grozy" (choć tego w Residentach nigdy za dużo nie byłoMr_Zombie pisze:Nie zapominaj, że RE1 to gra z 1996 roku, gdzie gry miały kompletnie inny budżet, a wstawki CGI wyglądałyby pewnie jeszcze gorzej (spójrz chociażby na model nóg Jill/Chrisa w filmiku z Neptune czy też głowę Kennetha; i wyobraź sobie całe intro zrobione z tą jakością grafiki). W 1997 (gdy po raz pierwszy zagrałem w tą grę), intro zrobiło na mnie wrażenie (chociaż "drętwe Joseph!" i "No! Don't go!" bawiło i wtedy
); teraz jedyne, co je ratuje, to nostalgia.
A tak swoją drogą, wracając do filmików - jak sobie jeszcze raz obejrzałem intro... Znowu naszło mnie na skojarzenia z Kalibrem 200 volt, tym razem z trailerem, w którym tych dwóch wieśniaków uciekało z bobem przed kosmitą
Nie no, z tego co pamiętam doszedłem m.in. do momentu, w którym należało "uśmiercić" roślinę przez wsypanie jakiegoś paskudztwa do pompy wodnej, więc coś tam jednak po drodze zobaczyłem (nawet jeśli nie było to choćby 10% gry, to i tak uważam, że cokolwiek powinno w grze "chwycić" do tego momentu).Z RE1 jest tak, że im dalej tym lepiej. Jeżeli kolega pochodził tylko trochę po posiadłości to nie mógł docenić tej gry, bo właściwie zobaczył tylko jej wygląd i mechanikę.
Niechże będzie mi wybaczony offtop - możesz powiedzieć coś więcej Salvin o tym oszukiwaniu gracza? Swego czasu grałem w obie części, dylogia naprawdę mi się spodobała mimo swoich wad (w tym frustrującego "harmonogramu dnia do odgadnięcia" w jedynce). Pytam z czystego zainteresowania, bo tę krótką serię lubię, ale chyba nie do końca rozumiem, o jaki aspekt gry chodziSalvin pisze:są pretensje o wręcz skrajne oszukiwane gracza przez twórców w DarkSeed, gdzie uciekający czas to najmniejsze zmartwienie
A z ogólnym wydźwiękiem Twojego posta się jak najbardziej zgadzam. Dodam może, że poza "wzbranianiem" innym wytykania wad protoplastom różnych serii, irytuje mnie równiez inna forma "sakralizowania" gier, na przykładzie pierwszego Planescape: Tormenta. Objawia się ono nie tyle w wielkim podziwie dla tej gry (bo uważam, że jak najbardziej ona na to zasługuje), ale w tym, żeby BROŃ BOŻE NIE RUSZAĆ TEGO ŚWIATA I NIE KONTYNUOWAĆ ŻADNYCH WĄTKÓW Z P:T. Bo jeszcze coś zostanie podane "nie w zgodzie" z oryginalną fabułą, jakaś postać znajdzie się nie tam, gdzie powinna itd. Kurczę no, gry to nie pomniki, nawet jeśli twórcy stworzą coś, co odejdzie od "kanonu" oryginału, to nie jest tragedia. A mnie na przykład kompletnie nie przeszkadza fakt, że z jakąś grą zrobią "przejście" do innego stylu, żeby popróbować czegoś nowego. Vide casus czwartej częśći Heroes of Might & Magic - zatwardziali fani trójki nie tyle narzekali na niedoróbki techniczne (te niestety były w pierwotnej wersji gry), ale na to, że wreszcie spróbowano czegoś nowego, zamiast podrasowanej grafiki i nowych postaci/wrogów/terenów itd. A to była naprawdę udana część tej serii (w przeciwieństwie do wtórnej i nieciekawej piątki). A zanegowano ją właściwie tylko dlatego... Że nie była trójką. Cool.
Ostatnio zmieniony pn 23 gru, 2013 przez kal3jdoskop, łącznie zmieniany 5 razy.
Przeszedłeś mniej niż oferowała wersja demo. Choć RE1 nie jest długi za specjalnie, wystarczy zobaczyć to:kal3jdoskop pisze:Nie no, z tego co pamiętam doszedłem m.in. do momentu, w którym należało "uśmiercić" roślinę przez wsypanie jakiegoś paskudztwa do pompy wodnej, więc coś tam jednak po drodze zobaczyłem (nawet jeśli nie było to choćby 10% gry, to i tak uważam, że cokolwiek powinno w grze "chwycić" do tego momentu).
http://imageshack.us/f/156/scenariuszjill.png/
http://imageshack.us/f/24/scenariuszchrisa.png/
Chyba żaden RE nie miał takich możliwości wyboru. Grało się po kilka razy na różne sposoby tylko po to, żeby zobaczyć inne dialogi/scenki/zakończenia, ale fakt, nie wszyscy lubią rozkminiać takie rzeczy.
Też zaczynałem od RE3, potem RE2 i RE1. RE1 może dlatego nie zraziło mnie do siebie, bo byłem ciekawy fabuły, jak doszło do tych wydarzeń które już widziałem w RE2 i RE3.
Ja również zaczynałem od RE3, a nawet RE2 tylko za bardzo nie pamiętam całej gry, natomiast w 1 grywam od niedawna i jestem nieco innego zdania niż kal3jdoskop. Mnie nie interesuje grafika, bo to najmniej ważna rzecz, a ta gra w dodatku należy do starszych, więc nie można się tego aż tak czepiać. Fabuła mnie wciągnęła, oprawa muzyczna również jest na wysokim poziomie. Klimat jak najbardziej odpowiedni do miejsca i szczerze przyznam, że parę razy zostałem pożarty. Mimo wszystko z każdym krokiem chce się iść dalej i odkrywać tajemnice tej posiadłości. Osobiście jestem pozytywnie nastawiony do pierwszej odsłony.
Ostatnio zmieniony pn 23 gru, 2013 przez AmOn, łącznie zmieniany 1 raz.
- kal3jdoskop
- Posty: 200
- Rejestracja: pt 02 maja, 2008
- Lokalizacja: Terra
I bardzo fajnie, bo podzielam ten pogląd, i tym bardziej się dziwię, że o tym wspomniałeś, szczególnie że nikt nie napomknął nawet o tym, że odrzuciła go od RE1 oprawa (ze mną włącznie, bo to ja jestem tutaj "główny narzekaczem"AmOn pisze:Mnie nie interesuje grafika, bo to najmniej ważna rzecz, a ta gra w dodatku należy do starszych, więc nie można się tego aż tak czepiać.
Tym bardziej gra poniosła w moim przypadku porażkę, skoro nawet nie chciało mi się w nią grać na tyle, żeby przejść to, co oferowała w demieDiadem pisze:Przeszedłeś mniej niż oferowała wersja demo.
Teoretyzuję tutaj, bo nie zaszedłem na tyle daleko, żeby się dokładniej wypowiadać w tej kwestii, ale jak np patrzę na scenariusz Jill i możliwe warianty... No to owszem, wygląda mi to na miłe urozmaicenie, nawet jeśli większość z nich wydaje mi się kosmetyczna (ot, dostaniemy coś jeszcze, jeśli już mieliśmy jakiś przedmiot, ktoś inny podniesie list itd) poza jedną, kluczową decyzją (moje spekulacje potwierdza fakt,że po większości wyborów i tak wszystko zjeżdża się w jednym punkcie, po którym to dopiero dokonuje się "kluczowego" wyboru). Może i bym to docenił, gdyby nie fakt, że gra nie była w stanie mnie zachęcić do dalszej rozgrywki.Diadem pisze:Chyba żaden RE nie miał takich możliwości wyboru. Grało się po kilka razy na różne sposoby tylko po to, żeby zobaczyć inne dialogi/scenki/zakończenia, ale fakt, nie wszyscy lubią rozkminiać takie rzeczy.
Nie wiem, może jeśli kiedyś się ta część pojawi w jakimś packu z dwójką i trójką na GOGu czy innym DotEmu, spróbuję jej dać "ostatnią szansę". Względnie niedawno postanowiłem odświeżyć sobie RE2, tym razem grając w innej kolejności (niech cię licho Claire za tę kuszę, to jest zabawka a nie broń) i stwierdziłem z zaskoczeniem, że daje radę i wciąż sprawia mi przyjemność granie w tę część. Pożyjemy, zobaczymy.
Niekoniecznie. Ten kluczowy wybór (w scenariuszu Jill - czy przeżyje Barry, w scenariuszu Chrisa - czy przeżyje Rebecca) zależą od kilku decyzji podejmowanych w trakcie gry. W przypadku Barry'ego trzeba mu udowodnić, że się mu ufa (czyli np. poczekać na niego, gdy wypadnie mu lina; zgodzić się na przeszukiwanie podziemii wraz z nim itp.). W przypadku Rebeki, trzeba po prostu zapewnić jej bezpieczeństwo.kal3jdoskop pisze:Teoretyzuję tutaj, bo nie zaszedłem na tyle daleko, żeby się dokładniej wypowiadać w tej kwestii, ale jak np patrzę na scenariusz Jill i możliwe warianty... No to owszem, wygląda mi to na miłe urozmaicenie, nawet jeśli większość z nich wydaje mi się kosmetyczna (ot, dostaniemy coś jeszcze, jeśli już mieliśmy jakiś przedmiot, ktoś inny podniesie list itd) poza jedną, kluczową decyzją (moje spekulacje potwierdza fakt,że po większości wyborów i tak wszystko zjeżdża się w jednym punkcie, po którym to dopiero dokonuje się "kluczowego" wyboru). Może i bym to docenił, gdyby nie fakt, że gra nie była w stanie mnie zachęcić do dalszej rozgrywki.
Tak czy inaczej, polecałbym Ci może spróbować zdobyć jakoś REmake i zagrać w tą grę. Wprowadzono tam sporo świeżych elementów (wręcz unikatowych w porównaniu do pozostałych gier) + lepsza szata graficzna i dużo lepszy VA potrafią znacznie poprawić klimat.
Ostatnio zmieniony wt 24 gru, 2013 przez Mr_Zombie, łącznie zmieniany 2 razy.