To i na mnie czas, żeby się wypowiedzieć w kwestii nowego filmu Andersona – niestety nie posłuchałam głosu rozsądku i przeszłam się na to do kina

Oczywiście byłam odpowiednio nastawiona – nie oczekiwałam pełnego odwzorowania gry, bo już poprzednie części (wyłączając Genesis – ta próbowała) nauczyły mnie, że reżyser ma swoją wizję, luźno inspirowaną grami. Chyba tylko dzięki temu nawet nieźle się bawiłam, ale była to zabawa na zasadzie „tak beznadziejne, że aż śmieszne”
Zacznijmy, na rozgrzewkę, od 3D – ok, wszyscy wiemy, że jest jakaś mania na filmy w tej technologii – nie wiadomo po cholerę, ale czasem możliwości 3D są dobrze wykorzystane i taka realizacja filmu ma sens. W przypadku RE, czy to Afterlife czy Retribution – sensu takiego nie ma. W tym pierwszym nie zauważyłam żadnego wykorzystania potencjału tej techniki, a w Retribution ledwie kilka razy – topór kata i broń Alice lecąca w stronę widza podczas walki z Jill. Takie szczątkowe wykorzystanie techniki pozbawia wybór realizacji filmu w niej wszelkich podstaw.
Dalej, postaci – niby już zdążyłam się przyzwyczaić, że Anderson przenosząc postaci z gry do filmu przenosi tylko imię i ew. wygląd, choć i to nie zawsze (np. Carlos) i często są wrzucone tylko po to, żeby zginąć, ale litości – czy naprawdę nie mógł zachować osobowości tak barwnych (jak na RE

) postaci jak Barry, Leon czy Ada? Jill z kolei już wcześniej była zupełnie inna, niż ta oryginalna, ale teraz zrobiła się po prostu nijaka. Miło, że Barry ma magnum, Ada ma linkę, ale przeniesienie postaci z gry wymaga więcej, muszą mieć one osobowość, a nie po prostu imię, ciuchy i akcesoria. Przyzwyczajenie przyzwyczajeniem, ale gdzieś tam we mnie tlił się płomyczek nadziei, że Anderson wyciągnie wnioski z poprzednich części – niestety ten płomyczek został brutalnie zdeptany. A co do Alice, to, szczerze mówiąc, zapomniałam, że ona nie ma wirusa w tej części – tak skacze i sieka wszystko, co się rusza. Swoją drogą bawi mnie, jak ludzie po obejrzeniu filmów pytają o Alice w grach – cała seria filmów jest oparta na postaci, której nijak nie było w pierwowzorze – i bardzo dobrze, bo gry straciłyby bardzo dużo przy jej obecności
Kolejny ważny element – fabuła. Pomysł z placówką pokazową, jako forma reklamy/narzędzie wspomagające sprzedaż produktów Umbrelli jest interesujący. Produkcja klonów do inscenizacji również. Niestety, znów potencjał nie został wykorzystany i przez takie durne rzeczy jak Alice w ułamku sekundy czująca zew matczynego instynktu, Wesker, który jest nagle bohaterem pozytywnym, czy wcześniej wspomniane postaci z gier wykorzystane kompletnie bez sensu, fabuła staje się irytująca. Dodatkowo Retribution brak jakiejkolwiek oryginalności, w porównaniu do poprzedników – wszystko to albo przeklejka z poprzednich części – wstęp, przeciwnicy: kat, licker-jako-boss (nie ma to jak spójność z grami...), bohaterowie: Red Queen i reszta zgrai z Genesis czy Apocalypse. Ba, nawet niektórzy mają te same teksty (Red Queen). Widać, że brakuje już im pomysłów – czy naprawdę Anderson chce jeszcze to ciągnąć przez następną część? Mam tylko nadzieję, że RE6 będzie naprawdę ostatni w serii filmów.
Co do akcji:
J.Krauser pisze:Wszystko jest sztuczne do bólu. Widać pełno niedociągnięć. Z resztą kto da się nabrać na takie chwyty jak wyrzucenie magazynka z pistoletu i kopnięcie go prosto w ryj zombie? Na dodatek sam środek twarzy. No proszę... Albo te wszystkie salta, fikołki i dżu dżitsu Alice.
To fakt

Ogólnie cały film sprawia wrażenie nastawionego na zaprezentowanie Alice, a raczej Milli w jak najlepszym świetle i, żeby pozostawić widza po seansie z „WOW” na ustach – niestety efekt nie może być osiągnięty, jeśli nasza umiejętność myślenia nie jest upośledzona, bo wtedy zauważamy tylko niedociągnięcia i bezsens działań na ekranie. A na końcu największa pokazówka, a może raczej latex-on-latex action

Do tego dodajmy zastosowanie bez końca ogrywanych głupot typu podpalenie benzyny nabojem i mamy Retribution.
Pozostałe kwestie pozbawione sensu:
- zupełnie inne działanie las plagas, niż to w RE4 – usuwanie naboi? Super siła? Owszem, las plagas wzmacniał ganados, ale bez przesady – czy naprawdę Anderson musi wszystko podkręcać o co najmniej 100%?
- licker i kokony – really?! Poza tym nie wiem jak Wy, ale ja uważam, że ten licker w wersji maxi wygląda jak przerośnięty, ale uroczy misio – zwłaszcza jak biega

Nijak straszny nie jest.
- czemu to ustrojstwo nie pozostawiło dziur na dekolcie Jill – przecież było w nią wbite, ale śladu żadnego nie pozostawiło?
- biegające i strzelające rosyjskie zombie. Wiem, że w RE5 majini strzelają i biegają, ale tu są zombie, a nie majini.
- bezsensowny sadyzm – ile razy można patrzeć, jak Rain ginie - -'
Ogólnie to wolę sobie posłuchać jak Milla śpiewa, chociażby
tu o psiakach, niż robi wygibasy w RE
