Jak widać, wystarczy wrzucić gracza do Rezydencji, żeby gra miała klimat. Do tego jeszcze burza, dookoła cisza...od samego początku gra przywołuje wspomnienia
Grałam z kumplem, co dostarczało mi trochę dodatkowych wrażeń, gdyż już wcześniej przeszedł kawałek gry i jak zaczęliśmy się zbliżać do pierwszego wroga, zaczął wyrażać niepokój I niezadowolenie ze zbliżającego się spotkania (graliśmy na Amateur). Ja, nie wiedząc, co mnie czeka, zaczęłam sobie wyobrażać, że to jakiś przerażający potwór, z którym nie da się wygrać, jego jeden cios zabija itp itd. Z napiętymi nerwami patrzyłam, jak kumpel się skrada i zza winkla próbuje wywołać przeciwnika, a moim oczom ukazuje się... skrzyżowanie bandersnatcha z katem. Nie mówię, że nie podoba mi się, bo pomimo lekkiej wtórności wygląda i walczy naprawdę nieźle, ale skoro można go rozwalić dwoma granatami i taką samą liczbą kopniaków...mam nadzieję, że na wyższych poziomach trudności zrobi na mnie większe wrażenie
Szkoda tylko, że to zasadniczo jedyny przeciwnik w całej grze. Rozumiem, że to krótka rozgrywka i jest oparta na innych założeniach, niż ciągła walka (w przeciwieństwie do Desperate Escape), ale trochę urozmaicenia by nie zaszkodziło. Zombiaków na podłodze nie liczę, bo nie trzeba w ogóle się na nich pakować.
Bardzo podobał mi się powrót do przeszłości, w postaci gry na pianinie. Moonlight Sonata jest przyjemnym dla ucha utworem, a system QTE służący do zagrania jej wyszedł zgrabnie. Podobnie miłym akcentem jest pękająca szyba przy powrocie przez korytarz. Liczyłam na psiaczki, ale nietoperzem też mogę się zadowolić
Jeśli chodzi o Weskera...cóż, zakończenie walki było wcześniej znane z podstawowej gry, więc tu rewelacji nie ma, a sama walka ma niewiele do zaoferowania. Szkoda, że do jej powtórzenia trzeba przebrnąć przez całą grę, chociaż nie jest długa.
Poza tym notatki bardzo dobrze wciągają w klimat gry, znaczki do zestrzeliwania są miłym dodatkiem (uwielbiam uprawiać zbieractwo w grach