Raccoon pisze:Co do czarnego charakteru, jest jeszcze Jessica i Raymond z Revelations.
Pierwszych skrzypców jako "główni źli" (raczej) by nie grali, ale i tak z chęcią bym ich zobaczył w nowej odsłonie RE. Ogólnie nowa "kadra" z Revelations całkiem przypadła mi do gustu i nie obraziłbym się, gdyby można było spotkać np. Parkera lub kogoś z "zabawowego duetu" w kolejnej odsłonie
Deus Ex pisze:Nikholaia na siłę wepchnęli do RE ORC i końcowy rezultat był co najmniej kiepski

.
Gooby, pls, przecież ORC to spinoff serii, oparty na zupełnie innym zamyśle dot. rozgrywki, narracji... No w sumie wszystkiego. Trochę jestem zdziwiony, że przykładasz miarkę służącą do oceny elementów "stricte residentowych" do takiej odskoczni w serii. Sytuacja przypomina mi to, co się wydarzyło swego czasu wraz z pojawieniem się Fallouta Tactics. Fani Falloutów narzekali, że to tak idiotycznie uproszczona gra, że mało cRPG-a... No tyle że to nie miał być żaden cRPG ani kontynuator Falloutów, tylko odnoga serii w formie taktycznej turówki[tak, wiem, czas rzeczywisty też tam był

]. Nikholai (którego udział w fabule "oryginalnych" RE nie pamiętam za dobrze) wskoczył tam z takich samych powodów, z jakich wskoczyli Jill, Leon, Claire i inni - bo byli "w tamtym okresie" w Raccoon City. Kwiatki do kożucha? Może być, I don't care, bo nie oczekiwałem po ORC fabularnych uniesień czy zgodności z "kanonem". Strasznie szkoda, że technicznie tej gry nie dorobili, nieuzasadnione "przycinki" czy nieprzemyślany system uników i obrażeń to są grzechy, które ciężko wybaczyć grze akcji.
Deus Ex pisze:Po co psuć sobie wspomnienia

?
Zrobię mały offtop, no ale trudno. Nigdy nie rozumiałem, o co chodzi z tym psuciem sobie wspomnień. No dobra, coś tam czytałem w niejednym artykule w sieci, że "zapamiętujemy różne gry/filmy/książki" lepszymi, niż były w rzeczywistości, bo byliśmy młodsi i mieliśmy mniej wyrobiony gust/wtedy możliwości techniczne stały na innym poziomie i inaczej to odbieraliśmy niż teraz/itd; ale teraz nie warto wracać, bo popsujemy sobie dobre wspomnienia, widząc, jakie to było naiwne/proste/kiepskie graficznie/itd". Tyle teorii - ja w ciągu ostatnich 2 lat wróciłem do masy różnych rzeczy, z którymi zetknąłem się kilka/naście lat temu (czy to z dziedziny "filmowej", czy "growej") i niczego takiego nie uświadczyłem. Wszystko było tak, jak zapamiętałem i nie czułem, żeby mnie coś odrzucało ze względu na mechanikę, grafikę, fabułę czy cokolwiek innego.
Salvin pisze:Czarne charaktery robią wrażenie tylko do pewnego momentu. Zbyt długie wykorzystywanie wizerunku sprawia, że przestają budzić przerażenie czy podziw, a stają się karykaturami. I to chyba spotkało Weskera wydaje mi się. Szczerze to nie przepadałem nigdy za tą postacią, bo znam go tylko z 4 i 5. O ile w 4 jeszcze jakoś tam widać było jego prowizoryczną władzę w konwersacjach z Adą, to w przypadku RE5 była już to postać śmieszna. Ciężko go było traktować poważnie. Postać ta już jest spalona(w przenośni i dosłownie

) i jakakolwiek próba przywrócenia go będzie porażką.
Ja bym zaryzykował stwierdzenie, że problem jest nawet głębszy - zło się po prostu "zdewaluowało" w naszych oczach. Generalnie coraz modniejszą tendencją w ludzkich światopoglądach jest relatywizm (więc gdzie tu miejsce na zło, takie autentycznie diaboliczne, przejmujące nas zarówno odrazą, a zarazem pewnego rodzaju "wynaturzoną" fascynacją?). Ciężko w takiej sytuacji wykreować konkretny i robiącego wrażenie "szwarcharakter"