J.Krauser pisze:Tak na prawdę pełnej władzy by nie uzyskał. No bo skąd by wiedział czy np.: we Francji nikt nie ma podobnych planów?
Na całym świecie mogli mieć podobne plany, ale tylko jemu udało się być "o krok od..."
pinek pisze:jego całym życiem była walka, walka o wyższe stanowisko, o kontrolę na światem, po trupach do celu, niezważająca na nic. Czasami bywa, że czegoś bardzo chcemy, a gdy już to dostaniemy, następuje rozczarowanie, ponieważ to nie jest takie, jakie sobie wyobrażaliśmy. I co wtedy robi taki szaleniec jak A.W. ...
No właśnie też się nad tym zastanawiałam. Z jednej strony sukces nigdy nie jest jedną stroną medalu - zawsze jest coś więcej. Przemijanie, akceptacja nowej sytuacji, aż w końcu doszukiwanie się wyłącznie wad w nowym porządku. Tak jest z normalnym człowiekiem - musi mieć problemy, żeby stawiać sobie nowe cele i do nich dążyć. Dzięki temu żyje, pracuje, czuje, że co to robi ma sens - gdzieś tam czeka na niego zwieńczenie jego pracy. Po osiągnięciu celu następuje stagnacja... znudzenie. O, magiczne słowo

W prawdziwym życiu są małe szanse na zrealizowanie swoich planów bez większych przeszkód, przy stuprocentowej przewidywalności. To nierealne
Ale Albert Wesker nie był normalnym człowiekiem. On nie tylko widział, w jakim kierunku podążała ludzkość, ale i potrafił zadziałać. Skoro poświęcił całe życie realizowaniu swojego "projektu" niemożliwe jest, aby nie planował wprowadzenia jakiegoś systemu w Nowym Świecie. Producenci gry nie oświecili nas już tymi myślami, wiadomo dlaczego...
Ja myślę, że on gdzieś tam w tym swoim umyśle miał przejrzysty widok na przyszłość po wypuszczeniu Uroborosa.
Abstrahując od jego wątku, często myślałam nad tym, co by było najlepsze w sensie ratunku ludzkości. Ujednolicenie? Świat byłby jednym światem, a nie ilomaś tam krajami. Jedne zasady (prawo) dla wszystkich. Ale nie, bo dziedzictwo kulturowe należy szanować... Polityka? Jakiś super ustrój kompatybilny ze wszystkimi narodami? I pytanie: czy lepiej, aby decyzje podejmowała duża grupa ludzi, mała grupa ludzi, czy może jeden człowiek? Moim zdaniem ludzka psychika nie jest w stanie uruchomić idealnego systemu świata. Każdy by chciał, żeby jednym i drugim było lepiej. Żeby żyło się lepiej, a jednak... każdy jest człowiekiem. Ma jakieś wartości, priorytety, układy... doświadczenia. Zawsze będą spiski, kombinowanie, zabieranie jednym na rzecz drugich, takie pozorne dzielenie dóbr...
I tu się zgadzam z Weskerem: człowiek jest zbyt słaby na to, by wyidealizować swój świat.
Niby człowiek wymyślił coś takiego jak ekonomia, dysponowanie dobrami, ale... co z tego?
Aż na złość nasuwa mi się wiersz Jana Twardowskiego "Sprawiedliwość"
"Gdyby wszyscy mieli po cztery jabłka
gdyby wszyscy byli silni jak konie
gdyby wszyscy byli jednakowo bezbronni w miłości
gdyby każdy miał to samo
nikt nikomu nie byłby potrzebny
Dziękuję Ci że sprawiedliwość twoja jest nierównością
to co mam i to czego nie mam
nawet to czego nie mam komu dać
zawsze jest komuś potrzebne
jest noc żeby był dzień
ciemno żeby świeciła gwiazda
jest ostatnie spotkanie i rozłąka pierwsza
modlimy się bo inni się nie modlą
wierzymy bo inni nie wierzą
umieramy za tych co nie chcą umierać
kochamy bo innym serce wychłódło
list przybliża bo inny oddala
nierówni potrzebują siebie
im najłatwiej zrozumieć że każdy jest dla wszystkich
i odczytywać całość"
A tak na mniej poważnie... w naturze występuje takie zjawisko jak dominacja silnych nad słabszymi. Naturalna zasada każdego ekosystemu - silniejszy przeżywa, by wydać potomstwo silniejszych. Człowiek wybija się w tym wszystkim, stara się racjonalizować niektóre sfery życia. Tyle, że to wcale nie świadczy o jego doskonałości. Jak widać, to wcale nie wyeliminowało konfliktów, tendencji do morderstw, czy czegoś tak abstrakcyjnego jak religia... wydaje mi się często, że człowiek za bardzo wykracza poza granice naturalności. I to w efekcie powoli go zabija...
Kto pod kim dołki kopie...
Ten ma brudną łopatę.